Czy można zachorować z emocji? Stres, emocje i ciało
25 września w gościnnych progach Biblioteki Publicznej im. Wisławy Szymborskiej w Sokółce odbyły się warsztaty „Czy można zachorować z emocji? Stres, emocje i ciało”, zorganizowane w ramach projektu „W zdrowym ciele – zdrowy duch”.
Do udziału w zajęciach zaprosiła Burmistrz Sokółki Ewa Kulikowska oraz Miejska Rada Seniorów pod przewodnictwem Haliny Otoki. Projekt został dofinansowany z dotacji budżetu Województwa Podlaskiego w ramach zadania „Współpraca z podlaskimi radami seniorów”.
To spotkanie było dla mnie czymś więcej niż tylko wykładem. Było przestrzenią, w której wiedza spotkała się z doświadczeniem, a rozmowa o emocjach naturalnie zaczęła prowadzić nas również do własnych historii, przeżyć i refleksji, bo emocje są częścią każdego z nas. Niezależnie od tego, skąd pochodzimy, ile mamy lat i jakie mamy doświadczenia, wszyscy ich doświadczamy. Możemy różnić się tym, jak je wyrażamy, jak o nich mówimy i jak sobie z nimi radzimy, ale sama zdolność do przeżywania emocji jest czymś bardzo ludzkim i uniwersalnym.
Co więcej, emocje często wyrażamy nie tylko słowami. Nasze ciało mówi za nas – poprzez mimikę, gesty, sposób poruszania się, napięcie mięśni czy ton głosu. Czasami ten niewerbalny przekaz mówi o nas znacznie więcej, niż jesteśmy gotowi powiedzieć na głos.
Pochyliliśmy się zarówno nad wiedzą – tą bardziej akademicką – jak i nad tym, co każdy z nas przynosi ze sobą: własnymi doświadczeniami, historią, relacjami i sposobem przeżywania codzienności.
Zastanawialiśmy się nad tym, jak bardzo psychika i ciało są ze sobą powiązane. Nie funkcjonujemy przecież jako „głowa” i „reszta ciała”. To jeden organizm, w którym układ nerwowy, emocje, myśli, ciało i nasze zachowanie nieustannie na siebie wpływają.
Przyjrzeliśmy się więc temu, czym są emocje, jakie mają cechy, skąd się biorą i jaką pełnią funkcję. Poznaliśmy ich podstawowe klasyfikacje, rozmawialiśmy o emocjach prostych i złożonych, o ich intensywności, a także o tym, że emocje mogą pełnić różne funkcje – ostrzegać, mobilizować, chronić nasze granice, pomagać w relacjach czy kierować nas w stronę tego, co jest dla nas ważne. Nie zabrakło też części ćwiczeniowej - wspólnych quizów, pytań i szukania odpowiedzi. Dzięki temu trochę teorii zamieniło się w doświadczenie.
Zatrzymaliśmy się też przy bardzo ciekawym pytaniu: Gdzie właściwie mieszkają nasze emocje?
Bo przecież często możemy powiedzieć: „ściska mnie w żołądku”, „mam ciężar na klatce piersiowej”, „aż mnie nosi ze złości”, „nogi mam jak z waty”. Ciało bardzo często pokazuje nam to, czego jeszcze nie potrafimy albo nie chcemy nazwać słowami.
I tutaj pojawiła się jedna z ważniejszych myśli tego spotkania: emocje nie są naszym wrogiem.
Przyjemne emocje zazwyczaj przyjmujemy z łatwością. Radość, wdzięczność, zachwyt czy miłość są czymś, czego chcemy doświadczać. Znacznie trudniej jest nam być z lękiem, złością, smutkiem, wstydem czy poczuciem bezradności. Czasami próbujemy je odsunąć, zagłuszyć, zracjonalizować albo udawać, że ich nie ma. Robimy to często dlatego, że nie wiemy, co zrobić z tym, co trudne, albo po prostu nie chcemy tego czuć.
Tyle że samo odsunięcie emocji nie sprawia, że przestaje ona istnieć. Niewyrażone i nieprzeżyte emocje mogą pozostawać częścią naszego doświadczenia, a przewlekłe napięcie emocjonalne i stres mogą wpływać na sposób funkcjonowania układu nerwowego, sen, napięcie mięśniowe, samopoczucie i ogólny stan zdrowiem.
Potem przyszła kolej na stres – na jego potrzebną, mobilizującą funkcję, ale też na konsekwencje długotrwałego życia w napięciu. Rozmawialiśmy o reakcji „walcz, uciekaj, zastygnij” i o tym, jak organizm reaguje, kiedy przez długi czas pozostaje w gotowości. Każdy mógł też na chwilę zatrzymać się przy sobie i sprawdzić: gdzie w moim ciele mieszka stres?
To pytanie poprowadziło nas dalej – do tematów psychosomatyki, wczesnych doświadczeń, stylów przywiązania, dziecięcych ran i tego, jak nasze wcześniejsze doświadczenia mogą wpływać na nasze dzisiejsze sposoby reagowania i budowania relacji.
I chyba właśnie w tym miejscu teoria zaczęła najbardziej spotykać się z życiem. Bo każdy z nas ma swoją historię., swoje doświadczenia, swoje sposoby radzenia sobie, swoje emocje, które nauczył się wyrażać – i takie, których być może nauczył się nie pokazywać. Rozmawialiśmy również o tym, jak ciało może reagować na długotrwałe napięcie, jak bardziej świadomie kontaktować się ze swoimi emocjami.
Na zakończenie pojawił się obraz „domu gościnnego” – takiego wewnętrznego miejsca, w którym jest przestrzeń zarówno na radość, jak i smutek, złość, lęk czy wstyd. Może właśnie tego uczymy się przez całe życie – żeby nie zamykać drzwi przed tym, co trudne, ale nauczyć się być przy sobie również wtedy, kiedy pojawia się coś, czego wolelibyśmy nie czuć.
I jeszcze jeden ważny temat, który pojawił się podczas naszego spotkania – żałoba.
Okazało się, że jest to temat, który potrzebuje własnej przestrzeni, czasu i uważności. Dlatego do żałoby, straty i tego, jak przeżywamy pożegnania, wrócimy podczas jednego z kolejnych warsztatów.
Dziękuję Wam za zaproszenie, obecność, uwagę, otwartość i za to, że mogliśmy wspólnie zatrzymać się nie tylko przy wiedzy, ale też przy sobie.


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!